Neoromantyzm
W oczach ostrość na nieskończoność, niepozorna siła, mocny charakter i silna wola, a pod tą twardą skorupą wrażliwość, zamieszkująca wielki zamek na skraju duszy. Czy tak jest naprawdę? Obawiam się, że dopiero jak będę umierał sięgnę tej wiedzy i dowiem się: kim jestem?
Czasem nadchodzą takie dni jak głód, że chciałbym umrzeć już dziś, a raczej „umierać”, żeby pod wpływem tego bodźca wreszcie się tego dowiedzieć. Zobaczyć swoją twarz w chmurach majaczeń, usłyszeć głos na końcu czarnej przepaści i dowiedzieć się: kim jestem? Najprawdopodobniej po śmierci, a przed życiem, czyli między ciałem, a ciałem, pływamy w wielkim oceanie podświadomości, której zakres jest niemierzalny – wówczas rozumiemy wszystko, widzimy wszystko, jesteśmy wszystkim – ale zaraz, czy istnieje wtedy jakiekolwiek ja? Dlaczego będąc w ciele ludzie stają się egoistami, zapatrują się w to swoje małe ciałko i sądzą, że są najważniejsi we wszechświecie. Byt ludzki to byt pierwotny, potem wraz ze wzrostem świadomości przechodzi się wyżej. Ale to wymaga zrozumienia kim się jest i czym jest to, co nas otacza, inaczej wiecznie będziemy błąkać się po tym materialnym piekle.
Są takie dni, że chcę mi się żyć, trwać wiecznie, patrzeć, doświadczać tego, kim się staję z dnia na dzień, i zapomnieć o tym, że tak bardzo boli mnie to, że nie wiem kim jestem? Człowiekiem? Duszą? Materią? Zmaterializowaną energią? Częścią „Boskiej Matrycy”? Bo kto powiedział, że to, co widzimy i czujemy jest realne? Może jest to holograficzna natura wszechświata, a namacalne przedmioty są jedynie manifestacją procesów kwantowych? Fizyka kwantowa już dawno udowodniła, że żyjemy w czymś bardzo podobnym do Matrixa. Ziemia jest niczym probówka, gdzie znajdują się: geny, łańcuchy DNA, myśli, energia, zieleń, woda, pokarm, magia ciała, świętość miłości, bolesność istnienia, radość życia, możliwości, paradoksy! Wszystko jest manifestacją, nawet nasze myśli.
Wiem, że nie jestem sam, doskonale o tym wiem, że ty, on, ona, ono, wy, tamci, oni, my wszyscy mamy takie czy inne momenty nieciągłości życiorysu, emocjonalne bessy, złamane serce, przeciążony mózg, rany na duszy i ciele. Nie raz już doszedłem do pewnej szczególnej myśli, stanowiącej tajemniczy mur, za którym nie ma już chyba nic: “kłamstwo staje się prawdą, a innym razem prawda staje się kłamstwem”. Wizja świata się wali, gubimy się, kiedy widać jak na dłoni, że nic tu nie jest możliwe do jednoznacznego określenia. Nagle może się okazać, że wszystko jest zupełnie czymś innym. To mi osobiście robi wodę z mózgu, miazgę z myśli, sieczkę z uczuć, wygasają wizje i marzenia. Nieszczęsna ta ludzkość, która wciąż i wciąż, już od wieków, opiera swoje istnienie na ułudzie. Wydaje jej się, że może wszystko zdefiniować, opisać, zawrzeć w słowach, matematycznym wzorach, teoriach fizyki. Ale może jej się jedynie wydawać, że system i wiedzę, którą stworzyła, jest rzeczywiście tą jedyną, słuszną i właściwą. Nie przekonuje mnie tworzenie społeczeństwa na rzecz funkcjonalności. Samo tworzenie na potrzebę jest sztuczne. Wynikać to powinno naturalnie, bez planu, bez szukania zagubionych wartości. Z drugiej strony jak funkcjonować bez rozwijania się, nowych form, połączeń, bez pomysłu, bez koncepcji, skoro zawsze znajdzie się ktoś lub coś, i próbuje zepsuć nam to, co stworzyliśmy. Mogę się z tym wszystkim nie zgadzać, a jednak i ja w tym siedzę, i czuję, że gdzieś przynależę, że wszyscy mamy wspólny mianownik, że kogoś tam znam, a tak naprawdę to mało kogo znam, i właściwie nigdzie nie przynależę, i rzadko kiedy z kimś się utożsamiam.
Boli mnie widok zagubionych ludzi, którym nie potrafię pomóc. Boli mnie widok kłamców tworzących brudny system, i nie potrafię ich powstrzymać przed czynieniem zła. Ciągle ta nienawiść krążąca nad moją głową niczym kruki przed burzą, kraczące, skrzeczące, charczące obrzydliwie. I co mi po radzie, aby zamknąć na to oczy, zająć się swoim życiem, pomagać ludziom, którym mogę, skoro widzę i czuję, nawet kiedy zamknę oczy. Nic dziwnego, skoro jestem manifestacją procesów kwantowych, skoro jestem nieodłączną częścią wszystkiego.
Czuję na sobie pazury inwigilacji. Czuję na sobie brudne łapy polityków, grabiących mnie banków, prześladujących mnie firm. Można ciągnąć ten temat niegodziwości niemalże w nieskończoność. Nic tu nie jest już realne. A jeśli w ogóle, to najbardziej realna wydaje się być ta ciepła obecność w moim ciele. Nadszedł czas, aby przybliżyć się do najbardziej nieprawdopodobnej wersji prawdy: połączyć się ze sobą, a poprzez siebie z wszechświatem, i pojąć to jako jedność, jako całość.
Komentarze
Prześlij komentarz