Posty

Imago

Nigdy mnie szkoła nie interesowała. Już jako ośmiolatek przeczuwałem, że system edukacyjny zakrawa conajmniej o groteske. Potem z każdym rokiem byłem tego coraz bardziej pewien, a w końcu stało się to krystaliczną rzeczywistością i święta prawdą. Nie mniej jednak jakoś się przedarłem bez skuchy, ale i bez intelektualnej ekstazy. Dopiero na późnych studiach byłem w stanie zaakceptować tę dziwną metodę przekazywania teorii przez praktyków, czy też prowadzenia zajęć praktycznych w teorii przez autorytety, zwanymi wykładowcami. Do wielu interesujących zajęć i dziedzin nauki miałem okazję rozpalić swoją ciekawość, by zaraz potem ją ugasić. Choć słomiany zapał towarzyszył mi od dziecka, to jednak w końcu zrozumiałem, że to nie moja wina, lecz tego, że ja osobiście nie pasowałem do tego, w jaki sposób funkcjonuje świat, który mnie skutecznie i wbrew mojej woli do siebie zniechęcał. A może to przez wrodzoną wrażliwość oraz nabyty dystans do spraw oczywistych… Dlatego Zastanawiałem się czy jes...

Neoromantyzm

W oczach ostrość na nieskończoność, niepozorna siła, mocny charakter i silna wola, a pod tą twardą skorupą wrażliwość, zamieszkująca wielki zamek na skraju duszy. Czy tak jest naprawdę? Obawiam się, że dopiero jak będę umierał sięgnę tej wiedzy i dowiem się: kim jestem? Czasem nadchodzą takie dni jak głód, że chciałbym umrzeć już dziś, a raczej „umierać”, żeby pod wpływem tego bodźca wreszcie się tego dowiedzieć. Zobaczyć swoją twarz w chmurach majaczeń, usłyszeć głos na końcu czarnej przepaści i dowiedzieć się: kim jestem? Najprawdopodobniej po śmierci, a przed życiem, czyli między ciałem, a ciałem, pływamy w wielkim oceanie podświadomości, której zakres jest niemierzalny – wówczas rozumiemy wszystko, widzimy wszystko, jesteśmy wszystkim – ale zaraz, czy istnieje wtedy jakiekolwiek ja? Dlaczego będąc w ciele ludzie stają się egoistami, zapatrują się w to swoje małe ciałko i sądzą, że są najważniejsi we wszechświecie. Byt ludzki to byt pierwotny, potem wraz ze wzrostem świadomości ...

Kolaż

Ten wzrok, ich i mój. Kiedy jedziemy autobusem, wtedy widzę że mnie namierzają. On to jest pewnie taki normalny, a ja mam same problemy. A nie raz słyszę w głowie czyjeś słowa. Co to jest za koleś? Chyba ma autyzm. Wyautowany na maksa. Ja natomiast patrzę na te twarze, i zaglądam w te ich oczy i zastanawiam się czy myślą o tym samym co ja, że w każdej chwili coś tu może się wydarzyć, czy oczyma wyobraźni widzą ten dramat, ogień, chaos, czy słyszą strzały i wybuchy, krzyki, błagania. A może próbują jedynie w samotności rozwikłać swoje zagwostki egzystencjalne. Tak często mnie to zajmuje. Tak często uważam siebie za eksperta w tej dziedzinie, że potrafię odgadnąć czyjeś emocje, to, co działo się przed chwilą, i co być może zaraz się stanie. Jednak gdy wysiadam i dostrzegam własne spokojne, ciche oblicze w obliczu wewnętrznych przeżyć, zadziwiam się w jak głębokim błędzie najprawdopodobniej jestem. Albo i nie. A może jednak tak. O prawdę jest trudno. A im bardziej chce jej dociec, tym go...

Młyn na myśli

A co jeśli? Ile razy ja to słyszę z tyłu głowy? Ciągle! Codziennie! A co, jeśli ten samochód przede mną się zatrzyma, kierowca wysiądzie i stwierdzi z pewnością graniczącą z fanatyzmem, że mam coś przeciwko niemu? Będzie skłonny mnie pobić, zniszczyć samochód, wybić szybę, potem zęby, rozbić lusterka, albo moją głowę. A co, jeśli!? Może nagle okazać się, podczas mojej wizyty w banku, że zostałem z kimś pomylony, albo co gorsza, ktoś wykorzystał moje dane do celów przestępczych, za co poniosę odpowiedzialność prawną, zostanę skazany prawomocnym wyrokiem przez sąd najwyższy, a podczas otwartej debaty z mediami pokażą moją twarz, która z przerażeniem będzie wołać o pomstę do nieba, na ustach wykrzywionych i w oczach przekrwionych kamery dojrzą jedynie czyste szaleństwo. Nikt nie będzie miał wątpliwości. “Pan Niemowa, wyłudzacz i przestępca, mężczyzna po trzydziestce, właśnie jedzie prosto do więzienia, w którym spędzi resztę swojego życia”. O, nie! Na pewno ucieknę, ktoś mnie wykupi, bę...

Dystanse

Gdy zmierzałem w konkretnym kierunku, fantazjowałem, że zmierzam donikąd. To była jedna z moich pierwszych chwil, w których niebywale się uduchowiłem. Poczułem, bo z pewnością nie zrozumiałem, kim mógłby być człowiek, gdyby był szczęśliwy, że zmierza dokądś, nigdy nie docierając do celu. Nie miałem najmniejszego pojęcia czym właściwie była ta myśl. Pewne jest jednak to, że do dziś jest to dla mnie niezwykła rozrywka: poruszać się dowolnym sposobem i fantazjować, że dana podróż nie ma żadnej predestynacji, że nigdy donikąd nie dotrę, że w każdej jednej sekundzie jestem we właściwym miejscu. Tylko ja, nieistniejący czas, przestrzeń zdarzeń i absolutna wolność od celowości. To błogosławieństwo zapomnieć na parę chwil o ograniczających definicjach czegoś, co jest całkowicie niepojęte i wolne od określeń. Wtedy właśnie to poczułem po raz pierwszy i wkrótce o tym zapomniałem. Podświadomość jednak wszystko skrupulatnie zanotowała. Wszystkie myśli, wykraczające poza moją akceptację, próbowałe...

Matrix

Wsiadam do metra, stacja Kabaty. Wejście do metra na wygwizdowie. Wąwozowa to jeszcze żwirowa droga. Las i moczary są na wyciągnięcie ręki. Wsiadam do wagonu, osób jest zaledwie kilka. Mogę wręcz leżeć na siedzeniach. Na kolejnych stacjach przybywa ludzi, jednak wciąż jest wiele, aby usiąść. Czytają gazetę, rozmawiają ze sobą, komentują wydarzenia, wymieniają poglądy. Tak kiedyś było. Nagle pstryk. Dwadzieścia lat później jadę metrem i stoję, zawsze stoję. A w środku mojego dorosłego ciała jestem chłopcem, patrzę oczyma tamtego młodzieńca na ten absurd, którego doświadczam w wagonie. Intuicja mi podszeptuje, że to przyszłość, ja jednak nie dowierzam. Zachodzę w głowę i na okrągło zadaje sobie to pytanie, kto miał tak perfidną i śmiałą wyobraźnię, aby wrzucić mnie do tego świata cyborgów. Z szeroko otwartymi oczyma obserwuję i nasłuchuję odgłosów w wagonie. Nic. Tylko szum metra i zapowiedzi lektora. Ludzie trzymają dziwne, płaskie urządzenia w dłoniach, po których bez przerwy ślizgają...

Efekt Motyla

Podstawową strukturą przypadkowości życia człowieka jest nic innego jak hazard. Oddajemy przy tym stole, zwanym światem, nas samych w zastaw. Często tracimy zdrowie, przyjaźnie, naiwność, a możemy zyskać obycie, doświadczenie i wiedzę. Z czasem wiemy trochę lepiej na co warto stawiać, a co należy sobie odpuścić. Jednak często uczymy się trochę wolniej niż byśmy chcieli. Na stół wykładamy nie tylko pieniądze czy serca i dusze, ale także teraźniejszość i przyszłość. Krótko mówiąc gramy o nasze życie, żonglujemy naszym losem podejmując raz trafne decyzje, raz mniej trafne. Choć trudno powiedzieć, bo gdyby pewne zdarzenia niezależne od nas potoczyły się inaczej, ta nietrafna decyzja mogłaby być tą właściwą. O Panie, jak bardzo nie jest mi dane poznać całości. Żyję najprawdopodobniej skrajnie wyrywkowym, a nawet odkrywkowym, życiem. Posiadam niskoprocentową wiedzą na temat spektrum tego, jakie miałem możliwości rozwoju. Tego, czego nie udało mi się wykopać poza moim wąskim szybem, nigdy ju...