Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2020

Młyn na myśli

A co jeśli? Ile razy ja to słyszę z tyłu głowy? Ciągle! Codziennie! A co, jeśli ten samochód przede mną się zatrzyma, kierowca wysiądzie i stwierdzi z pewnością graniczącą z fanatyzmem, że mam coś przeciwko niemu? Będzie skłonny mnie pobić, zniszczyć samochód, wybić szybę, potem zęby, rozbić lusterka, albo moją głowę. A co, jeśli!? Może nagle okazać się, podczas mojej wizyty w banku, że zostałem z kimś pomylony, albo co gorsza, ktoś wykorzystał moje dane do celów przestępczych, za co poniosę odpowiedzialność prawną, zostanę skazany prawomocnym wyrokiem przez sąd najwyższy, a podczas otwartej debaty z mediami pokażą moją twarz, która z przerażeniem będzie wołać o pomstę do nieba, na ustach wykrzywionych i w oczach przekrwionych kamery dojrzą jedynie czyste szaleństwo. Nikt nie będzie miał wątpliwości. “Pan Niemowa, wyłudzacz i przestępca, mężczyzna po trzydziestce, właśnie jedzie prosto do więzienia, w którym spędzi resztę swojego życia”. O, nie! Na pewno ucieknę, ktoś mnie wykupi, bę...

Dystanse

Gdy zmierzałem w konkretnym kierunku, fantazjowałem, że zmierzam donikąd. To była jedna z moich pierwszych chwil, w których niebywale się uduchowiłem. Poczułem, bo z pewnością nie zrozumiałem, kim mógłby być człowiek, gdyby był szczęśliwy, że zmierza dokądś, nigdy nie docierając do celu. Nie miałem najmniejszego pojęcia czym właściwie była ta myśl. Pewne jest jednak to, że do dziś jest to dla mnie niezwykła rozrywka: poruszać się dowolnym sposobem i fantazjować, że dana podróż nie ma żadnej predestynacji, że nigdy donikąd nie dotrę, że w każdej jednej sekundzie jestem we właściwym miejscu. Tylko ja, nieistniejący czas, przestrzeń zdarzeń i absolutna wolność od celowości. To błogosławieństwo zapomnieć na parę chwil o ograniczających definicjach czegoś, co jest całkowicie niepojęte i wolne od określeń. Wtedy właśnie to poczułem po raz pierwszy i wkrótce o tym zapomniałem. Podświadomość jednak wszystko skrupulatnie zanotowała. Wszystkie myśli, wykraczające poza moją akceptację, próbowałe...

Matrix

Wsiadam do metra, stacja Kabaty. Wejście do metra na wygwizdowie. Wąwozowa to jeszcze żwirowa droga. Las i moczary są na wyciągnięcie ręki. Wsiadam do wagonu, osób jest zaledwie kilka. Mogę wręcz leżeć na siedzeniach. Na kolejnych stacjach przybywa ludzi, jednak wciąż jest wiele, aby usiąść. Czytają gazetę, rozmawiają ze sobą, komentują wydarzenia, wymieniają poglądy. Tak kiedyś było. Nagle pstryk. Dwadzieścia lat później jadę metrem i stoję, zawsze stoję. A w środku mojego dorosłego ciała jestem chłopcem, patrzę oczyma tamtego młodzieńca na ten absurd, którego doświadczam w wagonie. Intuicja mi podszeptuje, że to przyszłość, ja jednak nie dowierzam. Zachodzę w głowę i na okrągło zadaje sobie to pytanie, kto miał tak perfidną i śmiałą wyobraźnię, aby wrzucić mnie do tego świata cyborgów. Z szeroko otwartymi oczyma obserwuję i nasłuchuję odgłosów w wagonie. Nic. Tylko szum metra i zapowiedzi lektora. Ludzie trzymają dziwne, płaskie urządzenia w dłoniach, po których bez przerwy ślizgają...

Efekt Motyla

Podstawową strukturą przypadkowości życia człowieka jest nic innego jak hazard. Oddajemy przy tym stole, zwanym światem, nas samych w zastaw. Często tracimy zdrowie, przyjaźnie, naiwność, a możemy zyskać obycie, doświadczenie i wiedzę. Z czasem wiemy trochę lepiej na co warto stawiać, a co należy sobie odpuścić. Jednak często uczymy się trochę wolniej niż byśmy chcieli. Na stół wykładamy nie tylko pieniądze czy serca i dusze, ale także teraźniejszość i przyszłość. Krótko mówiąc gramy o nasze życie, żonglujemy naszym losem podejmując raz trafne decyzje, raz mniej trafne. Choć trudno powiedzieć, bo gdyby pewne zdarzenia niezależne od nas potoczyły się inaczej, ta nietrafna decyzja mogłaby być tą właściwą. O Panie, jak bardzo nie jest mi dane poznać całości. Żyję najprawdopodobniej skrajnie wyrywkowym, a nawet odkrywkowym, życiem. Posiadam niskoprocentową wiedzą na temat spektrum tego, jakie miałem możliwości rozwoju. Tego, czego nie udało mi się wykopać poza moim wąskim szybem, nigdy ju...

Ucieczka

Wszystko dzieje się tak szybko. Wszędzie ciemno, tylko blask latarni próbuje dorównać słońcu. Jakiś wypadek, karetka, czuję, że serce mi się rozrywa. Domniemanego sprawcę chwytam z furią, kilkoma ciosami pozbawiam orientacji, uderzam w gardło, traci dech, łapie za łeb i skręcam mu kark. Sam nie wiem czy liczyłem na ulgę, jednak w tym samym momencie, zrozumiałem, że będę musiał do końca swoich dni na tej ziemi żyć w ukryciu, jeśli nie mam zamiaru spędzić ich w więzieniu. A nie mam zamiaru. Uciekam, ludzie za mną krzyczą, nikt jednak nie ma odwagi rzucić się za mną w pogoń. Biegnę dookoła do domu, w końcu tam raczej nikt nie będzie mnie szukał w pierwszej chwili. Pakuję do czarnej torby trochę ubrań i narzędzi, ładowarkę do telefonu, przenośny zasilacz na baterie słoneczne i dwie książki. Już mam wychodzić, kiedy słyszę zamieszanie na ulicy. Otwieram drzwi wejściowe do mieszkania i drzwi balkonowe na oścież, przywiązuję linę i rzucam za barierkę, po czym chowam się w garderobie pomiędzy...

Szklana Pułapka

Miałem 16 lat, nosiłem starą wyblakłą koszulę koloru czarnego, wytarte słuchawki na uszach, spodnie moro z grubym łańcuchem, który zwisał prawie do kolana. Ubiór ten wieńczyły schodzone, wysokie po kostkę, szyte z grubej, czarnej skóry buty. Chciałam wyglądać groźnie, ale nie nazbyt. Chowałem miękkie serce, pod twardym ciałem, niczym zastygła skorupa żywicy na skrzywdzonym drzewie. Chciałem być silny, będąc zbyt słabym, by tachać obosieczny miecz. Nadrabiałem charakterem. Jednak tkwiło we mnie pewne przekonanie, że siła nie musi wcale oznaczać siły fizycznej. Hartowałem i rzeźbiłem więc psychikę, ale ciężkie to było rzemiosło, a uświęcony cel zbyt daleko, by dostrzec go teleskopem. Byłem ponad tym wszystkim, ponad światem, który mnie otaczał, a jednocześnie tonąłem w nim, próbując złapać powietrze. Chciałem ożyć, obudzić się, zrozumieć. Świat nie wydawał mi się normalny, ani wtedy, ani wcześniej, ani później. Obawiałem się, że żyję w szklanej kulce, w której, gdy się nią potrząśn...

Haracz

Gdy nieraz ledwo starcza mi do końca miesiąca, zastanawiam się na co wydam ostatnie pięć złotych, pamiętając o tym, że przenigdy nie będę żebrał o pieniądze. Jedynie grzecznie bym spytał w sklepie o resztki. Nienawidzę pożyczać pieniędzy, tym bardziej  prosić o nie. Zatem na co bym wydał? Wychodzę z tramwaju i patrzę na ludzi, próbuję odgadnąć, co sprawiłoby im radość za pięć złotych. Kanapka, piwo, magazyn, kwiatek, chińska zabawka? Widzę każdy ruch, każdą twarz, analizuje jedną po drugiej idąc mało żwawo przed siebie, wszystko dookoła mnie rozgrywa się w zawrotnym tempie. Czasami zapominam nawet oddychać. Ludzie najczęściej mnie nie widzą, gonią czas, gonią szczęście, myślą, że życie im ucieka, zatem pośpiech zmusza ich do zawężania swojego spektrum widzenia do malutkiego okienka. Jednak ten, kto zdoła mnie ujrzeć, nie bardzo rozumie jak definiować moje rozwarte niczym bramy powieki, moje świecące zapewne niczym owe pięć złoty wielkie oczy, które przenikliwie obserwują. "A ten...

Porwanie

Idę ulicą, robię zakupu w kolejnych lokalach, tu chleb, tam owoce, gdzie indziej kasze i orzechy. Chcę przejść ulicę, jednak staję w połowie pasów. Zapomniałem. Wszystko. Prawie. Wiem jak mam na imię, skąd mam zakupy i na jakim świecie się znajduje. Nic więcej. Ani dokąd idę, gdzie mieszkam, czy mam rodzinę czy nie. Powoli odkrywam, że mam trochę gotówki, mam telefon, a w nim kontakty. Obawiam się jednak dzwonić, bo nie wiem co się stało, czy te osoby na pewno mnie znają, a może ktoś chce mnie znaleźć i tylko czeka na to, abym użył telefonu. Na wszelki wypadek go wyłączam i próbuję się odnaleźć. Całkiem na nowo ułożyć sobie codzienność. Znajduje pracę w jakiejś podrzędnej kantynie na zmywaku i jako pieszy kurier osiedlowy. Wynajmuje nore w kamienicy bez mebli, lecz na szczęście z małą umywalką. Dobre ubrania szybko się brudzą, starannie je piorę jak tylko mogę w swojej małej umywalce. Kupuję za psie pieniądze chińskie dresy, żeby w nich spać. Jest mi zimno, chyba że wstydu. Kiedy patr...