Haracz
Gdy nieraz ledwo starcza mi do końca miesiąca, zastanawiam się na co wydam ostatnie pięć złotych, pamiętając o tym, że przenigdy nie będę żebrał o pieniądze. Jedynie grzecznie bym spytał w sklepie o resztki. Nienawidzę pożyczać pieniędzy, tym bardziej prosić o nie. Zatem na co bym wydał? Wychodzę z tramwaju i patrzę na ludzi, próbuję odgadnąć, co sprawiłoby im radość za pięć złotych. Kanapka, piwo, magazyn, kwiatek, chińska zabawka? Widzę każdy ruch, każdą twarz, analizuje jedną po drugiej idąc mało żwawo przed siebie, wszystko dookoła mnie rozgrywa się w zawrotnym tempie. Czasami zapominam nawet oddychać. Ludzie najczęściej mnie nie widzą, gonią czas, gonią szczęście, myślą, że życie im ucieka, zatem pośpiech zmusza ich do zawężania swojego spektrum widzenia do malutkiego okienka. Jednak ten, kto zdoła mnie ujrzeć, nie bardzo rozumie jak definiować moje rozwarte niczym bramy powieki, moje świecące zapewne niczym owe pięć złoty wielkie oczy, które przenikliwie obserwują. "A ten chyba się naćpał. Jezu, weźcie go stąd". Albo. "Ależ typek odjechał, ciekawe czy wie dokąd w ogóle idzie." Niektórzy sami zadzierają brwi do góry, i tak mijamy się w radosnym roztargnieniu myśląc o sobie nawzajem nie wiadomo co. I jak nowoczesny ten świat by nie był, ludzie nie są w stanie się ze sobą sensownie komunikować, bo prawie żadna z jednostek nie potrafi wyjść poza ramy własnej, wyimaginowanej postaci. Bo trochę tak jest, że tworzymy siebie niczym bohatera w grze komputerowej, po czym się z nim utożsamiamy. Czasem na wzór idola, czasem niedbale, a jeszcze częściej bez wiedzy i doświadczenia. W skutek tego tyle czasu zajmuje nam edytowanie, kasowanie i budowanie na nowo.
Mam hiperaktywną duszę, która ucieka z ciała, aby sprawdzić czy przypadkiem jeszcze nie została uwięziona, i w końcu wraca. Na swych ekspansjach wnika głęboko w emocje nieznajomych, wgryza się w śladowe emocjonalne zmarszczki na ich twarzach, zapominając o tym do kogo należy, zapominając o całym otaczającym ją świecie. A to trwa tylko chwilę. A jednak wydaje się być wiecznością, wiedzą tajemną, która nie może wyjść na jaw. A kiedy dusza wraca z impetem do swego pana, czyli mnie, i karmi mnie historiami tych ludzi, nuci pieśni i ballady, opowiada legendy i żarty, anegdoty i dramaty, to wtedy wydaje mi się, że do domu wchodzę syty, gdy nagle budzi się we mnie prawdziwy głód. Bowiem wędrówki do cudzych światów kosztuje mnie wiele energii. Od biedy za pięć złotych bym przetrwał, oby tylko ten jeden dzień, był zwyczajny i normalny, cichy i spokojny, jednostajny i ułożony, a nie taki jak ten, który roi się w mojej głowie. Niech ten cały bałagan, nieprzerwany ciąg niepojętych obrazów i myśli tam zostanie, za drzwiami. Niech spłynie na mnie święty spokój. Za pięć złotych, bardzo proszę.
Komentarze
Prześlij komentarz