Efekt Motyla
Podstawową strukturą przypadkowości życia człowieka jest nic innego jak hazard. Oddajemy przy tym stole, zwanym światem, nas samych w zastaw. Często tracimy zdrowie, przyjaźnie, naiwność, a możemy zyskać obycie, doświadczenie i wiedzę. Z czasem wiemy trochę lepiej na co warto stawiać, a co należy sobie odpuścić. Jednak często uczymy się trochę wolniej niż byśmy chcieli. Na stół wykładamy nie tylko pieniądze czy serca i dusze, ale także teraźniejszość i przyszłość. Krótko mówiąc gramy o nasze życie, żonglujemy naszym losem podejmując raz trafne decyzje, raz mniej trafne. Choć trudno powiedzieć, bo gdyby pewne zdarzenia niezależne od nas potoczyły się inaczej, ta nietrafna decyzja mogłaby być tą właściwą. O Panie, jak bardzo nie jest mi dane poznać całości. Żyję najprawdopodobniej skrajnie wyrywkowym, a nawet odkrywkowym, życiem. Posiadam niskoprocentową wiedzą na temat spektrum tego, jakie miałem możliwości rozwoju. Tego, czego nie udało mi się wykopać poza moim wąskim szybem, nigdy już nie zobaczę. Wiele jest na ten temat literackich mrzonek, że gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej w przeszłości, dzisiaj byłoby o wiele gorzej, a według niektórych dramatów, o wiele lepiej. Ale właśnie prawdy nie jest dane mi poznać - gdzieś się kręci, wyczuwam jej obecność, słyszę jej zgryźliwy chichot, jej dotyk, który bywa tak delikatny, że aż wzruszający. I co z tego, skoro twarzy nie pokaże! Najdrobniejsze błędy w młodości, nasze czy innych, które nas dotyczyły, mogą się nam odbić nieprawdopodobnie wręcz głośną czkawką w dorosłości. Obstawione, przegrane! A czasami od niechcenia i z przekorą wbrew wszystkiemu, a jedynie za namową naszego natarczywego, wewnętrznego głosu, podejmujemy pewną decyzję, która przynajmniej wg nas samych jest właściwa. Jest! Ryzyko zwraca dług z nadwyżką.
Jak niewiele trzeba, żeby sobie zniszczyć życie, tak niewiele nieprzemyślanych decyzji dzieli ludzkie życie od tego, aby można je było nazwać nieudanym. Od urodzenia jednak napotykamy taką masę niewiadomych, przeszkód, zawirowań, spotykamy tak wielu fałszywych suflerów i doradców, że właściwie niemożliwe jest się nie pogubić. I nawet jeśli z najwyższą starannością, doświadczony powyższymi lekcjami, poznawszy swoje najskrytsze cechy, emocje i metody postępowania będę dalej żył na tej ziemi, uważał na to, ku czemu się skłaniam, w którym kierunku idę, co zamierzam, jakim folguję wartościom to, nie wiem, czy żyję życiem najlepszym jakie jest możliwe. Nie wiem czy przypadkiem kiedyś, gdzieś za rogiem, nie kryło się pod szerokim kapeluszem oraz wysokim kołnierzem jeszcze lepsze. Choć nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolony, to jednak obawiam się, że przyjdzie mi jeszcze nie raz się zagapić, postawić zbyt wiele i przegrać z kretesem. Ten strach, ten fakt, że potem nie ma odwrotu zmusza mnie do rozważnych, dojrzałych i przemyślanych decyzji. A ja czasem chciałbym zaszaleć i nie ponieść tego konsekwencji, postawić wszystko na jedną kartę, poddać się huraganowi rozkoszy, wirowi życia, wpaść w jego odmęty i odnogi, wplątać się wiośnie we włosy, rzucić się do rzeki i sprawdzić z wygłodzoną ciekawością godną największych wikingów do jakiego morza mnie wyplują jej porywiste wody! Czy tam, na plaży jakiegoś wybrzeża, stwierdzę, że było warto? Czy będę chciał cofnąć czas i przeżyć życie drugi raz, inaczej? Czy kiedy znajdę się na krańcu osi mojego czasu zrozumiem na dobre, że życie jest tylko i wyłącznie jedno, że przeżyłem je godnie i należycie, czy może okaże się, że byłem głupi, bo dałem się nabrać wyniosłym wartościom, bo poniosły mnie wyższe uczucia, a tymczasem mogłem się bawić do upadłego? Oblizuję z przejęcia suche usta, trzymam rękę na sercu - muszę je udobruchać, aby nie uciekło. Pod ty jednym względem mam wrażenie, że moje życie to klatka, nawet jeśli złota, to jednak klatka. Co więcej mam takie przeczucie, że poza nią trudno by mi się żyło, nawet jeśli marzę o uwolnieniu. Wolność to bardzo trudny stan, w którym trzeba dobrze wiedzieć jak postępować, o ile to możliwe, żeby go utrzymać, żeby był rzeczywiście satysfakcjonujący, a nie był kolejną nieudaną próbą nadanie swemu życiu sensu.
Przekonuje mnie teza, że miejsce, w którym jestem teraz, jest miejscem, w którym być powinienem. Doprowadziły mnie tutaj moje decyzje, nieprzewidywalny dla mnie łańcuch zdarzeń, los, który niekoniecznie jest ślepy. Najdrobniejsze myśli, małe kroki, przelotne rozmowy, z pozoru nic nie znaczące gesty stworzyły każdy milimetr tego łańcucha, na którego końcu znajduję się ja, i moje życie. Jak w przeszłości teraźniejszość wyznaczała szlak dla przyszłości, tak teraz ja sam z pewnością nie wiem co spotka mnie za rok, ale najprawdopodobniej złoży się na to nie tylko to, co zadzieje się dzisiaj i jutro, ale także to, co wydarzy się przez kolejne dwanaście miesięcy. Prawdopodobnie będą miały na to wpływ także wszystkie lata wstecz, od momentu moich narodzi, i jeszcze wcześniej, wszystkie moje decyzje, i decyzje moich przodków. Dlatego wybaczam sobie, że próbując być najbardziej oddanym, sumiennym kapitanem tego statku nie raz dzikie oceaniczne burze zmuszają mnie do instynktownej zmiany kursu, choć nikt mi nie może zabronić zaginąć wśród fal. A kiedy już przybije do rajskiej wyspy, z godnością w końcu ją opuszczę, aby dalej doświadczać, rozwijać się i dzielnie znosić trudy obowiązków, wypatrując z ekscytacją kolejnych przygód za linią horyzontu. Ahoj!
Komentarze
Prześlij komentarz